Dwujęzyczne dzieci – więcej za niż przeciw

Dla wielu z nas, polskich emigrantów, jest rzeczą naturalną, że nasze dzieci, uczęszczające do angielskich szkół, powinny uczyć się także języka polskiego.
Z całą pewnością osiągną one wkrótce bilingwizm. Cóż to takiego?
Jak czytamy w Wikipedii, bilingwizm, czyli dwujęzyczność, to umiejętność posługiwania się dwoma różnymi językami, jako językami ojczystymi. W przypadku naszych dzieci będzie to najczęściej język polski i język angielski.

O co będą bogatsze nasze bilingwistyczne dzieci? Lista korzyści płynąca z bycia osobą dwu czy wielojęzyczną jest długa.
Przede wszystkim osoby władające kilkoma językami mają dostęp do dwóch lub więcej kultur, są bardziej twórcze, otwarte, tolerancyjne i komunikatywne.
Mają dwa lub więcej słów na określenie jednego przedmiotu, czy zjawiska.
Osoby te są wyczulone na niuanse językowe, mają możliwość komunikowania się z większą liczbą różnych grup ludzi, wykazują zrozumienie wobec osób, które nie znają języków obcych.

Wielojęzyczność będzie miała z pewnością korzystny wpływ na dalsze życie naszych pociech, na kolejny etap kształcenia, karierę zawodową, małżeństwo, rodzinę, status społeczny. Musimy jednak uświadomić sobie, że zamykamy dzieciom dostęp do bilingwizmu, wtedy gdy ograniczamy im kontakt z językiem ojczystym. Przecież na co dzień dzieciaki mają o wiele dłuższy kontakt z językiem angielskim, co działa na niekorzyść języka ojczystego.

Jean Piaget, szwajcarski profesor psychologii wychowawczej, żyjący na przełomie XIX i XX wieku, wykładający na Uniwersytecie w Genewie (Uniwersytet Warszawski przyznał mu tytuł honoris causa w 1958 roku) stworzył teorię rozwoju poznawczego, która zrewolucjonizowała sposób myslenia o dziecięcym umyśle. Wyróżnił on cztery fazy rozwoju poznawczego dziecka.
Okres operacji konkretnych to faza trzecia. Trwa od ok. 7 roku życia do 11,12 lat.
Następnie zaczyna się faza czwarta, faza operacji formalnych i dzieci zaczynają myśleć abstrakcyjnie. Oczywiście moment przechodzenia z jednego okresu w drugi jest cechą indywidualną.

Co jest charakterystyczne dla trzeciej fazy rozwoju? W tym czasie u dziecka następuje rozwój analizy i syntezy wzrokowej i słuchowej, co pozwala mu nauczyć się czytać i pisać.
Bogaci się zasób słownictwa i następuje wzrost sprawności posługiwania się językiem ojczystym, wzrasta aktywność samodzielnego myślenia, dziecko przeprowadza operacje logiczne na materiale rzeczywistym i wyobrażeniowym, systematyzuje pojęcia.

Szybko rozwija się spostrzeganie i spostrzegawczość, uwaga i zdolność koncentracji.
Dokonuje się przełom w rozwoju pamięci; pamięć mechaniczna przekształca się w pamięć logiczną, a myślenie konkretno – wyobrażeniowe ustępuje myśleniu słowno – logicznemu.
Stopniowo rozwija się także proces opanowywania pojęć naukowych. Ujawniają się zdolności. Dzieci chętnie poznają nowe dla siebie rzeczy, chętnie się uczą, potrafią dość długo efektywnie pracować. Wynika to z ciekawości świata, chęci uzyskania odpowiedzi na nurtujące ich pytania.
Tak ma magrinesie, może się zdarzyć, że autorytet nauczyciela na chwilę przewyższy autorytet rodziców! To częste zjawisko zwłaszcza u młodszych dzieci.

Jednak cały czas największe znaczenie dla dziesięciolatków ma rodzina. Niestety już rok później dzieci mogą zacząć być bardziej egocentryczne, nie będą chciały z nikim współpracować, zechcą same decydować, co jest dla nich dobre, a co złe.
Będą ciągle krytykować innych, sobie nie stawiają żadnych wymagań, ale w stosunku do innych ich wymagania rosną.

Zaczyna się następny etap w rozwoju naszych pociech. To czas, kiedy myślą abstrakcyjnie i zaczyna się wiek dojrzewania, zwany też wiekiem adolescencji, czy pokwitaniem. Ten czas jest określany przez psychologów jako najburzliwszy i najtrudniejszy etap w rozwoju młodych ludzi.
Przed rodzicami bardzo trudne zadanie kształtowania w pełni świadomego i dojrzałego człowieka, który stawia sobie pytania: „Kim jestem” ?, „Jakie jest moje miejsce na świecie”? Najważniejsza staje się grupa rówieśnicza i dziecko doświadcza konfliktu między dwoma systemam – starym rodzinnym i nowym, rówieśniczym.

Myślę, że w tym czasie nie tak łatwo zmotywować naszą pociechę do tego, by z takim samym pozytywnym nastawieniem uczyć się języka angielskiego i języka polskiego . Ale my mamy przecież tę świadomość, że lepiej język „budzić”, niż nadrabiać zaległości w wieku dorosłym.

Dorota Pelszyk